Wstęp do wstępu

11.07.2003
To mają być luźne przemyślenia. Różne dziwne myśli, które przychodzą człowiekowi do głowy, czasami w najmniej spodziewanych momentach.
Tak sobie kiedyś wymyśliłem, że powinienem notować niektóre swoje spostrzeżenia. W zasadzie nie wiem po co.
Być może jeśli coś zapiszę, to w tej bardziej materialnej formie będzie to coś, co łatwiej dostrzec. Chodzi o to, że jeśli nagle coś wpadnie do głowy, to przy obecnym tempie życia może to szybko umknąć. Natomiast jeśli coś się chce zapisać, to siłą rzeczy trochę się to analizuje, roztrząsa i czasem odkryje się drugie dno. Inaczej mówiąc, jeśli kołaczą się po głowie jakieś myśli, to bardzo często opisując je wypowiada się jakieś słowo, które okazuje się kluczem do czegoś, co było głębiej i o czym nawet się nie myślało na początku, a dopiero teraz wyszło na wierzch i człowiek doznaje olśnienia.
Trochę to nieskładne, ale w zasadzie nie mam pojęcia, czy ktoś to kiedyś przeczyta i piszę właściwie dla siebie, po to, żeby raczej się „wygadać” , więc nie przywiązuję zbytniej wagi do formy, a raczej do treści. Tym bardziej, że taki niczym nie skrępowany słowotok jest, jak myślę, bardziej wartościowy od strony merytorycznej, ponieważ jest tym czymś pierwotnym, co płynie prosto z duszy(?) , z serca(?), z czegoś najbliższego człowiekowi. Natomiast myśli ubrane w ładne słowa mogą nieść ze sobą pewne przekłamania lub też coś może umknąć bezpowrotnie. Dlatego piszę to, co akurat myślę. Chociaż i tak nie jest to sytuacja idealna, ponieważ myślę szybciej niż piszę. Lepiej mi się z kimś rozmawia, bo od razu mówię, co myślę. Ale nie będę się przecież nagrywał. Nie piszę książki, tylko tak dla własnego widzimisię spisuję te swoje przemyślenia.
I mam z tego radość.”

Wstęp właściwy

Niedawno, porządkując biurko, natknąłem się na kartkę, na której 12 lat temu zapisałem powyższe słowa.
Jak widać owo tempo życia dało o sobie znać o wiele bardziej niż przewidywałem, bo to jedyne słowa, które udało mi się napisać.
Jest takie przysłowie o wchodzeniu do rzeki, ale… postanowiłem, spróbować jeszcze raz.
W zasadzie przekonała mnie data. Teraz nawet nie wiem dlaczego ją w ogóle napisałem.  Ale ta data uświadomiła mi, że wszystko jest bardzo ulotne, łącznie z ludzkim życiem, a może przede wszystkim o to ludzkie życie chodzi. Nie warto więc odkładać niczego na później, bo to później może wcale nie nadejść, jakkolwiek by tego nie interpretować.
Poza tym wkurza mnie mnóstwo rzeczy, na czele z wszechobecną i wszędzie włażącą plastikową popkulturą, która zabija nie tylko jakiekolwiek przejawy indywidualizmu, ale wręcz sprawia, że ludzie przestają samodzielnie myśleć i poddają się owczym pędom. Chcesz schudnąć, to nie żryj tyle i zacznij się ruszać! Tabletki i diety cud niczego za ciebie nie zrobią. Potrzebna jest silna wola i charakter, ale w dzisiejszych czasach, jak widać, są to cechy cokolwiek zapomniane i chyba już na wymarciu.
Wszystko jest na odwrót, ludziom brak zasad, normalność jest wyjątkiem, za to w sztuce (szczególnie w muzyce, bliskiej memu sercu) króluje przeciętność, bo ci tak zwani artyści po prostu inaczej „nie umiom”, a jak już zdarzy się prawdziwy artysta, to najczęściej uznawany jest za heretyka.

Jest wiele rzeczy, o których chciałbym napisać. Po części ze zwykłej chęci podzielenia się swoimi przemyśleniami i spostrzeżeniami, po części zaś z powodu coraz bardziej odczuwanego wewnętrznego przymusu wyrażenia buntu, a nawet podjęcia walki przeciwko temu, co uważam za niesłuszne, złe, głupie czy bezsensowne.
Moje poglądy często są dla innych zbyt oryginalne, dziwne i kontrowersyjne. Zwykle stanowią całkowite przeciwieństwo opinii większości – stąd tytuł niniejszego bloga.
Tym bardziej jednak zachęcam do czytania oraz do dyskusji. Oczywiście merytorycznej i konstruktywnej, opartej na argumentach, a nie na podejściu, że ktoś inny jest głupi.
A jeśli spotka się tu nieco więcej osób myślących podobnie do mnie, być może stworzymy tu razem jakieś zarzewie kulturowej, obyczajowej czy intelektualnej rewolucji…