Czarne słońca popkultury

Pewne dziecko w jednym z przedszkoli narysowało czarne słońce. Można by się było zaniepokoić o psychiczny stan przedszkolaka, ale ten z szerokim uśmiechem i rozbrajającą prostotą wytłumaczył, że „słoneczko jest czarne, bo już zaszło”.

Usłyszawszy tę historię, doznałem uczucia, które trudno mi opisać słowami, ale była to jakaś fala radosnego ciepła oraz pewien rodzaj sympatii i podziwu dla dziecka, które w tak genialnie prosty i jednocześnie poetycki sposób opisało otaczającą je rzeczywistość. Niestety pani przedszkolanka nie podzieliła mojego entuzjazmu. Raczej nie zrozumiała artystycznej przenośni pięciolatka, bo zwyczajnie oburzona potraktowała go jak heretyka i pewnie gdyby działo się to kilkaset lat temu biedne dziecię spłonęłoby na stosie. No bo przecież nikt i nic nie wmówi jej, że czarne jest białe, a białe jest czarne!
Przepraszam, nie mogłem sobie odmówić. Proszę jednak nie posądzać mnie o jakieś sympatie bądź antypatie w stosunku do jakiejkolwiek frakcji politycznej. Uważam, że wszyscy politycy ulepieni są z tego samego… materiału.
No, może znalazło by się parę wyjątków…

Wróćmy jednak do przedszkola. Może nie dosłownie, choć dla części społeczeństwa nauka od podstaw byłaby nad wyraz wskazana. Reakcja pani przedszkolanki na pewno nie napawa optymizmem, jednak sam fakt nie jest dla mnie absolutnie żadną niespodzianką. W epoce rozwiniętej telewizji i powszechnego internetu ludzie wychowywani są przez masowe media, przy czym słowu „wychowywani” w tym przypadku nie przypisywałbym jego pierwotnego znaczenia, kojarzącego się np. z dobrym wychowaniem. Wszak obecnie kultura osobista sprowadza się do mówienia „dzień dobry”, a i to jeszcze nie zawsze. Kultura szeroko rozumiana chyli się ku upadkowi, a o sztuce już mało kto słyszał.
Wspomniane masowe media, które niejako z definicji oddziałują w zasadzie na całą populację ludzi, promują pewne wzorce zachowań. Najczęściej niezbyt dobre, nie najmądrzejsze i raczej w ogóle niegodne naśladowania. Niestety większość z nas jest podatna na wpływy czy sugestie, w efekcie czego zaczynamy nasiąkać wciskaną nam głupotą i zachowywać się jak marionetki. I wszyscy tak samo. Słuchamy takiej samej muzyki, ubieramy się tak samo, jemy to samo, myślimy to samo. Nie mamy własnego zdania ani poczucia estetyki. Jesteśmy jak odbitki zrobione na ksero.

Ja sam nie dostrzegam sensu w takim sposobie życia. Jest to dla mnie zupełnie nienaturalne i mój organizm buntuje się przeciwko takiemu światu w każdy możliwy sposób. Przy czym nie staram się (jak co poniektórzy) na siłę kreować się na oryginała, a jedynie postępuję według własnego osądu oraz wewnętrznych odczuć i moralnych zasad. I cieszą mnie podobne przejawy indywidualizmu, które na szczęście daje się zauważyć coraz częściej, szczególnie u tych najmłodszych przedstawicieli naszego gatunku. Być może będą to pionierzy jakiegoś nowego ładu, mający odwagę płynąć pod prąd, nierzadko narażając się na niezrozumienie i wytykanie palcami. Jak ten przedszkolak, który zamieszał w głowie pani wychowawczyni. Bo oto nagle zamiast standardowej kserówki przydarzył się jakiś negatyw. Czy to błąd maszyny? Oby takich jak najwięcej.